Ogień trzaskał wesoło, jakby chciał wbić się w rytm granych pieśni. Przynajmniej takie wrażenie odnosili starcy, zbyt obciążeni wieloletnim życiem, by podrygiwać i śpiewać słowa dobrze znanych wszystkim pieśni. Zabawę pozostawili młodym. Wojom bez żon i z żonami, uroczym pannom z kwieciem we włosach i dzieciom, których śmiech niekiedy przedzierał się przez melodię lutni i chóralny śpiew mieszkańców. Starzy zaś przesiadywali przy ogniskach rozsianych po polanie wzdłuż rzeki Sieciernicy. Wspominali dawne czasy, boje oraz niewinne historie z lat minionych. Wśród nich byli też tacy, których bardziej interesowało otoczenie niż setne opowiadanie o tym samym. Patrzyli to w głąb lasu, rozpościerającego się za grodem, a to na ludzi wokół lub doglądali dzieci. Tym ostatnim zajmowała się Poczciwa Ingrid, jak ją często nazywano. Drobna staruszka, o głębokich zmarszczkach i plamach na twarzy, mądrych, jakby wiecznie radosnych, błękitnych oczach oraz siwych włosach, zaplecionych w długi warkocz. ...
Komentarze
Prześlij komentarz